Komentarz: Niestety pierwsza wizyta trasowa w USA należy do przeciętnych i niezbyt obleganych przez publiczność, tylko 7,000 tyś. To stanowczo za mało, jak na taką halę. 50% daje domyślenia. Nie dziwi powolna redukcja odwiedzanych obiektów koncertowych w Ameryce Północnej i przerzucenie się Amerykę Południową na kolejnych trasach.
Komentarz: Koncert odbywał się w kameralnej sali… jakieś 12 tyś. ludzi. Czuło się bliskość sceny i zespołu. Najważniejszym elementem tego koncertu jest oczywiście Judas [4] – akustycznie wykonane przez Mart’a.
Było to pierwsze wykonanie Judas [4] od koncertu w Johannesburgu 1994.02.15. I jedynie 4 razy na tej trasie. Na kolejnych zresztą też numerem tym Mart nie rozpieszczał publikę.
Wprowadzenie tego utworu tuż przed nagrywaniem koncertowego wideo mogło sugerować, że Martin chce przećwiczyć ten numer wcześniej, aby potem go wykonać na jednym z Paryżów. Wg pamiętnika Martin i Peter próbowali ten kawałek właściwie tuż przed samym koncertem. Wyszło inaczej.
Na następnym koncercie w Antwerpii 2001.10.07Martin zaśpiewał It Doesn’t Matter Two [8]. Nie wolno zapominać też o Dave’ie, który pokazał bardzo wiele i dał wiele radości zebranym fanom.
Na tej trasie Martin w czasie pobytu w Niemczech praktycznie przeszedł na niemiecki. Również na scenie. Kiedy chciał zapowiedzieć ten kawałek również zrobił to po niemiecku. Ssssh, wir machen etwas Besonderes, heute abend. (Sssszzz, zrobimy dziś coś wyjątkowego!). Tradycją już zaczęła się robić wokaliza do Waiting For The Night [83] śpiewana przez fanów. Przed i po numerach Martina fani ciągną wokalizę do tego numeru, aż nie zostaną uciszeni. Różnica jest taka, że tu byli „pałowani przez Martina różnymi Ruhe bitte!, jak np. na drugim Berlinie, a na kolejnych trasach zespół i fani doszli do wniosku, że nie ma co się boksować. Tak narodziła się nowa tradycja. Podobnie z resztą było przy przed Home [83] Martin powiedział: Ich weiß was ihr wollt, aber das wird nichts (Wiem czego chcecie, ale to nie zadziała).
Fad Gadget – To był mój trzeci koncert, który oglądałem na żywo z udziałem tego zespołu, każdy następny z coraz większą przyjemnością.
Bilety trafiły do sprzedaży 19.03.2001.
* Dane o pojemności i/lub frekwencji pochodzą z Tour Itinerary September-October 2001.
Komentarz: Grecy podobnie, jak my, czekali na ten koncert 16 lat i właściwie na tym kończą się podobieństwa. Wtedy to oni byli pierwsi, a my zamykaliśmy trasę promującą płytę Some Great Reward. Kolejna różnica to to, że wtedy w Atenach 1985.07.26 zespół zagrał skrócony set festiwalowy, a u nas pełny ze wszystkimi dodatkami. Grecy mieli porządne nagłośnienie, a na Torwarze nie szło ustać z tyłu od hałasu. Dochodziło stamtąd tylko jedno wielkie dudnienie. Tym razem było podobnie ci, którzy stali w sektorach A i B mogą coś na ten temat powiedzieć, natomiast Grecy nie powinni narzekać.
Miło się słucha bootlegu z tego koncertu. Publiczność spragniona w końcu dostała, to co chciała po 16 latach. Gahan na koniec śpiewa Condemnation [9], mimo że to nie druga noc z rzędu, ale tą tradycję złamał już wcześniej w Bolonii 2001.10.25.
Bilety trafiły do sprzedaży 26.03.2001.
* Dane o pojemności i/lub frekwencji pochodzą z Tour Itinerary: Exciter Tour September – October 2001.
Komentarz: Opisując ten koncert na podstawie bootlegu trudno nie oprzeć się wrażeniu przestrzeni, jaka bije z tego materiału. Słuchając nagrania ma się wrażenie przebywania na otwartej przestrzeni lub na stadionie. Słychać, że Dave od samego początku nawiązuje świetny kontakt z publiką. W czasie Halo [84] Dave wita się z publicznością, a następnie przy ostatnich dźwiękach kawałka i gasnących światłach zdejmuje czarną koszulkę na ramiączka i rzuca ją w tłum. Do tego już na samym początku wiele mówiąco śmieje się do publiczności, a potem to już wszędzie go pełno…
Jednak z relacji i opisów tego koncertu fani mówili, że akustyka obiektu, w którym grany był koncert pozostawiała wiele do życzenia. Na pierwszy plan wybijał się wokal Dave’a. Z relacji wiadomo, że momentami publika była głośniejsza, niż muzyka. Dlatego Dave nie miał oporów, żeby w wielu momentach oddawać wokal publice. Tak było z Never Let Me Down Again [84], Personal Jesus [84] i Enjoy The Silence [84].
Nagranie rozlewa się szeroko po pokoju z lekkim pogłosem. Dla mnie rewelka. Świetnie słychać publikę. Jest bardzo wyraźna i słychać, że zna materiał wyśmienicie. Te 10 000 ludzi lepiej wypada, niż niektóre 15 000 załogi w amerykańskich miastach. Najlepszy koncert końca trasy.
Black Celebration [82] z tego koncertu mogę słuchać na okrągło, podobnie Halo [84] i Personal Jesus [84]. Gdyby nie kilka przerw w nie byłoby lepszego koncertu na trasie.
To podczas tego koncertu Dave powiedział, że łamie pewien schemat i zaśpiewa Condemnation [9], mimo że nie jest to druga noc z rzędu w tym samym mieście. Na koniec koncertu Andy zauważył dziewczynę z rogiem na głowie i podczas pożegnania udawał, że również mam róg.
Koniec końców trzeba jeszcze wspomnieć o Fad Gadget, którzy zagrali w Bolonii swój ostatni koncert z dM. Dave podziękował zespołowi za wspólną trasę i bycie ich supportem. Po tym występie zespół zaczął dawać solowe koncerty jako gwiazda i planował swój powrót do regularnego koncertowania. Niestety śmierć Franka Tovey’a przerwała powrót jednej z większych gwiazd początku lat 80. i w pewnym sensie mentorów depeche MODE w tamtym czasie.
Bilety trafiły do sprzedaży 26.03.2001.
* Dane o pojemności i/lub frekwencji pochodzą z Tour Itinerary: Exciter Tour September – October 2001.
Komentarz: Koncert, który ciężko jednoznacznie określić. Jest do niego trochę uwag i sporo plusów. Zacznę od minusów. Po pierwsze primo publika była jakaś taka dziwna, w każdym razie do połowy koncertu nie wszystko było z nią OK, bo Dave w czasie When The Body Speaks [84] zmienia tekst i można usłyszeć …please stop wasting my time…
A teraz będę chwalił… druga cześć koncertu to zupełne przeciwieństwo pierwszej części. Dzieje się bardzo dużo i na scenie i wśród publiki. Zdecydowanie widać, że część nazwana roboczo Rock-On-Stage spisuje się o wiele lepiej, niż początek.
Nie wiem, czy ktoś zauważył, ale to właśnie na tym koncercie depeche MODE po raz pierwszy wykonało Sister Of Night [25] w Europie. Przed Breathe [84] dochodzą do publiki nie określone dźwięki generowane przez któregoś z chłopaków, w każdym razie Mart żartuje sobie z tego. W czasie I Feel You [84] Peter lekko improwizuje grając swoją partię. Końcówka tego kawałka też nie należy raczej do spotykanych. Na zakończenie In Your Room [84] Dave jak zwykle przedstawia Jordan Bailey, Georgia Lewis, tym razem brzmiało to tak: …thank You very much my girls… i dalej jak zwykle. Podczas I Feel Loved [52] Martin’owi jakby ciężej idzie śpiewanie swoich partii, może mi się zdaje, ale trochę na siłę wyśpiewuje niektóre fragmenty. Z tego co wiadomo poprzedniej nocy Fletch i Mart zabalowali ostro i zostało to nawet uwiecznione na www.depechemode.ee. Inna sprawa, że tej nocy Mart miał chyba bluesową noc, bo Breathe [84] i Home [83], jak również I Feel Loved [52] śpiewane są właśnie z takim zacięciem, podobnie prowadzona jest gitara. Zauważa to z resztą i Dave, bo kiedy wychodzi na scenę do Clean [75] zwraca uwagę na śpiew Marta podczas Home [83] i dziękuje mu ;-))). Na koniec tego wyliczania nie można nie wspomnieć o tym, że publika trochę za szybko zaczęła machać rąsiami podczas Never Let Me Down Again [84] i Dave musiał krzyknąć …wait for me… A zaraz po zakończeniu ostatniego kawałka publika zebrała pochwały …You have been great audience… Czyli początek fatalny, a końcówka zajedwabista.
* Dane o pojemności i/lub frekwencji pochodzą z Tour Itinerary: Exciter Tour September – October 2001.
Komentarz: Sam środek sierpniowej trasy. Tourne wielkimi krokami zbliża się do końca pierwszej części. Tym koncertem zespół rozpoczął mini tour wokół Los Angeles. Lekko zmieniona końcówka na gitarze podczas In Your Room [84]. Przedostatnie wykonanie Sister Of Night [25] w Ameryce.
Z jakiegoś powodu nagłośnienie po lewej stronie (prawa strona sceny) przez cały wieczór zawodziło. A podczas Waiting For The Night [83] Martin i David mieli opóźnienie ok. pół taktu przez większą część utworu. Byłem pod wrażeniem, że mimo to udało im się zaśpiewać w idealnej harmonii!
Black Celebration – 1 Music For The Masses – 1 Violator – 5 Songs Of Faith And Devotion – 3 Ultra – 3 Exciter – 8 Razem: 21
LEG: 1 | Koncert nr: 040 Data: 2001.08.10 (piątek) Adres: America West Arena, 201 East Jefferson Street, Phoenix, Arizona 85004, USA Support: Poe Publiczność: nominalna: 1,500 / faktyczna: 1,500 (100%)
Komentarz: Jeden z ostatnich koncertów w USA, na trasie mieli pozostać jeszcze 9 dni. Jest to również jeden z ostatnich koncertów, na których Martin zaśpiewał Sister Of Night [25] w Ameryce.
Koncert średniej jakości w porywach do dobrej, zespół jakby zwolnił tempo przed ostatnimi koncertami w Kalifornii, czuć chyba zmęczenie, bo w tym koncercie brak jest tego czegoś…
Brak jakiś zauważalnych błędów, zespół gra swoje, publika swoje, ale jest jeden moment, który zwraca uwagę. W czasie intra do I Feel You [84] Dave wygłasza takie oto słowa: Wiecie co jest najlepsze w tej części tego zestawu? To, jest to, że jest częścią… depeche MODE. A wy? Jak wy się czujecie? To jest część waszego miasta!!! Hmm ciekawe… Martin zmienił końcówkę do Personal Jesus [84], inne wykonanie, bardziej bluesowe. Również partia solowa Peter’a Gordeno jest nieco inna w czasie Never Let Me Down Again [84], niż zazwyczaj to bywało.
Miły akcent nastąpił podczas When The Body Speaks [84], kiedy w połowie piosenki Dave odwrócił się do Martina i powiedział Napisałeś piękną piosenkę, Martin. A potem pozwolił jednemu z fanów zaśpiewać refren I Feel Loved [52].
Komentarz: Jako, że połowa trasy minęła, pewne nawyki Dave’a ukształtowały się już na dobre. Przy When The Body Speaks [84] standardowo woła Mart’a do siebie i wycisza publikę pod koniec. Niestety przy wolniejszych kawałkach publika zaczyna gadać, dobrze to słychać na bootlegu z tego koncertu, robi się z tego British-American dla zaawansowanych ;-))).
W czasie koncertu pojawiło się kilka ciekawych momentów: przed Freelove [83] Dave dedykuje ten kawałek swojemu synowi Jack’owi, który był w tym czasie w USA.
Po falstarcie ze strony publiczności od Halo [84] koncert można uznać za udany. Lekko zmieniona jest końcówka do I Feel You [84], również w trakcie Personal Jesus [84] Christian zagrał swoją partię lekko inaczej. Wcześniej Dave bardzo fajnie prowadzi zespół w czasie Enjoy The Silence [84], najpierw na jego znak Christian rozpoczyna drum-solo, później Martin ze swoja gitarą robi to samo, a na koniec publika poddając się woli Dave’a zaczyna klaskać. A na koniec klasyczne już w czasie bisów – We gotta go!
Początkowo koncert ten był opisywany, jako San Francisco, mimo że koncert odbywa się w Concord. Wynika to z tego, że Dave zwraca się do publiczności per San Francisco. Jest tak, dlatego, że oba miasta znajdują się od siebie o rzut mokrym beretem i tak naprawdę należy ten koncert traktować, jako drugą noc w San Francisco.
Komentarz: Zespół dał z siebie tej nocy na prawdę nie mało, na pewno nr 1. to intro do I Feel You [84]. Parę Pań po przesłuchaniu tego fragmentu, miało he, he… włochate myśli. Dave jako afrodyzjak? Czemu nie ;-))) Również lekko zmodyfikowane dźwięki dochodzą podczas The Sweetest Condition [83].
Ten koncert jest szczególny, również z innego powodu. Koncert z Houston 2001.07.14 był ostatnim po tej stronie Atlantyku, gdzie Martin zagrał i zaśpiewał The Bottom Line [20]. Jakby podkreślając, że to ostatnie wykonanie Martin ciekawie zmodyfikował zakończenie tego utworu. Później usłyszeliśmy ten kawałek dopiero w Monachium 2001.09.30, podczas drugiej nocy.
Natomiast podczas I Feel Loved [52] Dave jest rozmowny jak nigdy. Jako, że nasi byli wszędzie, dlatego, jeżeli ktoś posiada bootleg audio z tego koncertu, to może podczas When The Body Speaks [84] może usłyszeć naszą mowę.
Koncert nie był wyprzedany i zarobił $598,852.00, a kwity były po $75 / $60 / $30.
Komentarz: Koncert najgorszy, jaki słyszałem z tej trasy. Głównie z powodu siedzeń i samego amfiteatru, który nie był zdecydowanie najlepszym miejscem na koncert depeche MODE. Najgorsza była jednak ochrona z tymi ich latarkami, no i amerykańscy „fani”, którzy znali jedynie Personal Jesus [84] i Enjoy The Silence [84]. Koncert w wykonaniu zespołu był niezły.
Objętościowo obiekt należał do tych mniejszych – 8,000 tyś to nie powalający wynik. Jednak mimo wszystko warto oddać honor publice i zespołowi, że robili co w ich mocy i szło im całkiem zgrabnie do ostatnich taktów Never Let Me Down Again [84].
Warto tym razem zatrzymać się na chwilę przy bootlegu, ponieważ na EXCITER TOUR był to jeden ze świętych grali. Tak to bywa, że gdy wszystko, co najlepsze wypłynie po każdej trasie wtedy zaczynają się polowania, na to, co jest gdzieś skrzętnie skrywane, przez chciwość, nieświadomość, zapomnienie.
Jestem pewien, że na ten koncert nikt nie spojrzałby łaskawym okiem, gdyby trafił w ręce zbieraczy w trakcie trwania trasy. Ten bootleg ma wszystko co najgorsze może mieć, a jednocześnie na sam dźwięk Atlanty 2001.07.09 wielu swego czasu miało gęsią skórkę ;-)). Większe emocje wzbudzają tylko hasła – Las Cruces 2001.07.19, Albuquerque 2001.07.20 i oczywiście koncert z Los Angeles 2001.06.04 w The Roxy Theatre. Póki co nie osiągalne.
Komentarz: Koncert bez większych zaskoczeń. Właściwie to wystarczy napisać, że to bardzo dobry koncert do częstego słuchania. Jedyne, co wyłapałem po przesłuchaniu tego koncertu to: Dave przedstawia Martin’a już w czasie When The Body Speaks [84], zupełnie tak samo, jak przy Enjoy The Silence [84]. Potem robi to ponownie. Po I Feel Loved [52] Dave mówi m/w coś takiego: It’s a new song, […] You’ve got to take a while to know it. Słychać, że tego wieczora był wiaterek na obiekcie, bo w momencie, gdy nic się nie działo to mikrofon bootlegowca wyłapywał powiewy.
Komentarz: Koncert ten szczególny jest z jednego powodu. Tak, jak parę dni później publika i zespół świętował urodziny Martina, tak tej nocy świętowano urodziny Andy’iego. Tuż przed Clean [75] Dave wyszedł na scenę i złożył życzenia jubilatowi, ten ostatni natomiast przez cały koncert popijał sobie swojego ulubionego Heineken’a.
Dave składając życzenia podczas ostatnich bisów, wyjawił sekret, że to Andy rozpoczyna Clean [75] uruchamiając pierwszy loop. Obala to zdecydowanie tezę, że Andy nic nie robi na scenie ;-)). A wszyscy malkontenci niech zważają, że bez niego Clean [75] w ogóle by nie ruszyło, nie miałby kto nacisnąć ten guzik. Przecież wszyscy zajęci są graniem na scenie. ;-)))) Wstyd nie mieć tego koncertu…