Black Celebration wydany 17 marca 1986 r. pozostał jednym z najbardziej hipnotycznych i konsekwentnych albumów w dorobku zespołu, muzycznym majstersztykiem i dziełem ponadczasowym. Dziś w 40. w rocznicę wydania Black Celebration Elwira przygląda się bliżej znaczeniu płyty dla niej samej, jak i odczytuje uniwersalne znaczenie piątego, studyjnego krążka depeche MODE.
Album jest niesamowicie spójny tematycznie; nawet układ utworów na płycie nie jest przypadkowy i tworzy przenikającą się całość. Te utwory to precyzyjnie utkana opowieść o mroku, o skomplikowanych relacjach, o próbie odnalezienia sensu w rzeczywistości, która potrafi być szara i przytłaczająca. Każdy utwór zdaje się być niezbędny, a brak chociażby jednej kompozycji mógłby naruszyć tę emocję, która towarzyszy podczas odsłuchu albumu od początku do końca.

Motywem przewodnim albumu było nagrywanie na zasadzie „życia albumem – live the album” od pierwszego do ostatniego dnia każdej sesji nagraniowej. Bez dnia wolnego, bez rozdrabiania się na inne sprawy. Totalne zanurzenie w procesie nagrywania w ciągu dnia i totalne zanurzenie się w życiu nocnym Berlina Zachodniego czasów zimnej wojny. Zamknięcie w murach studia i życie w klaustrofobicznej przestrzeni podzielonego miasta oblanego ze wszystkich stron przez wrogie siły, które najchętniej rozniosłyby tę oazę wolności i hedonistycznej swobody na bagnetach armii krajów, które formalnie deklarowały „umiłowanie dla pokoju”.
Martin tak mówił w wywiadzie dla „MT”: „Możemy zacząć utwór jednym dźwiękiem na sekwencerze, a w czasie jego trwania wzbogacić go, dokładając inne brzmienia. Używaliśmy tej techniki bardzo często podczas pracy nad tą płytą.”
Zespół wykorzystał dźwięki dnia codziennego i tak na początku Fly On The Windscreen można usłyszeć dźwięk wiertła firmy Black & Decker. Z kolei w Stripped można usłyszeć fajerwerki ustawione i odpalane tak, aby przeleciały nad mikrofonami, uruchamianie silnika Porsche Dave’a czy odgłos pracy motoru Martina.

Sam Martin mówił o tym albumie, że „największa zmiana w Depeche Mode przyszła wraz z Black Celebration„. Album otwiera utwór Black Celebration — zdarzyło się to tylko raz w historii zespołu, że utwór nosi taką samą nazwę jak album. Black Celebration to wejście do mrocznego świata liturgii ciemności. To celebracja, zrozumienie, że rzeczywistość nie zawsze jest kolorowa, prosta i jasna, a bywa momentami brutalna, trudna i szara. Ten utwór to katharsis, to moment, w którym człowiek może odetchnąć pełną piersią bez zbędnego balastu. Kiedy przemija Black Celebration, spojrzenie na świat staje się ostrzejsze, a oddech głębszy. I wcale nie trzeba znać wielkich teorii muzyki, by poczuć, że właśnie dokonała się w człowieku mała przemiana… a może nawet rewolucja.
Po katharsis czas na Danse Macabre naszych czasów, czyli Fly On The Windscreen. Utwór o życiu, które może zakończyć się w ułamku sekundy, a skoro jest ono takie kruche — w obliczu tej wielkiej niewiadomej — jedynym schronieniem jest drugi człowiek. To dotyk, spojrzenie, w którym odbija się nasza wartość, gdy sami o niej zapominamy. Cisza, która nie umiera, bo jest wypełniona obecnością kogoś, kto zna nasze blizny, a mimo to nie odwraca od nich wzroku. Więc gdy uświadomimy sobie, że życie jest ulotne, a dni zdają się być policzone, to ta chwila nadaje znaczenie każdemu oddechowi. Gdybyśmy byli wieczni, bylibyśmy dla siebie obojętni.

Utwory, które pojawiły się na Black Celebration, są w całości skomponowane przez Martina i aż 4 utwory z 11 są przez niego wykonywane. I tak jednym z nich jest A Question Of Lust. To moment, w którym Martin pozwala odkryć nam swoje najbardziej bezbronne oblicze. To jego intymna wypowiedź. Martin prawie szepcze do ucha słuchaczowi o pożądaniu, o potrzebie zaufania i miłości, która nie chce być chwilowym impulsem. Większość relacji buduje się na fascynacji, ale ta fascynacja potrafi być zachłanna i płytka, bo kocha tylko to, co błyszczy. Miłość to nie jest podziwianie kogoś na piedestale, to decyzja, by zostać, gdy ten ktoś z niego schodzi i okazuje się być po prostu zwykłym człowiekiem. To docenienie, że drugi człowiek decyduje się iść obok nas, mimo że droga potrafi być czasami wyboista. Podobno utworem zachwycał się George Michael i chciał nagrać własną interpretację, a utwór w swojej budowie zaskakująco współgra z linią melodyczną Yesterday – The Beatles.
Uwadze nie może umknąć wykonywane również przez Martina Sometimes. Gdy rozbrzmiewają pierwsze akordy, masz wrażenie, że wchodzisz do jakiejś muzycznej świątyni i nagle słyszysz głos, anielski głos Martina, który odbija się echem od niewidzialnych witraży. Jego głos jest tak krystaliczny jak tafla lodu, a zarazem ciepły jak pierwszy promień słońca po długiej zimie. Czujesz, jak Twoja dusza odrywa się od ziemi, by podążać za melodią. To transcendentne doświadczenie sprawia, że wykraczasz daleko poza stan umysłu, by doświadczyć doskonałości absolutu. Był to ciekawy zabieg studyjny Garetha Jonesa, wykorzystany już na poprzedniej płycie, tu uwypuklony poprzez zastosowanie bardzo oszczędnych środków wyrazu muzycznego. Gareth Jones wykorzystywał studio nagraniowe jako instrument muzyczny. Ponieważ Hansa Studio składała się z wielu sal formatu koncertowego, dźwięki wytworzone w jednej części studia były puszczane w innej części budynku przez głośniki, tak aby wykorzystać akustykę pomieszczenia. Następnie całość była ponownie nagrywana i obrabiana poprzez nakładanie kolejnych efektów typu reverb i dopiero całość była zgrywana na 48-śladowej konsolecie, jaka stała w Hansie.

Trzecim utworem wykonywanym przez Martina jest World Full Of Nothing. Słuchając tego utworu, ma się wrażenie, że słyszymy coś, czego nie powinniśmy usłyszeć. Martin maluje nam obraz świata pełen nicości, a jedynym pragnieniem jest potrzeba obecności drugiego człowieka. I choć „it’s not love, it means something„, to czasem nie chodzi o miłość, o której poeci piszą wiersze. Nie musi to być dozgonna miłość aż po grób. Czasem to pragnienie jest o wiele prostsze i ludzkie, bo najgorsze w świecie pełnym niczego nie jest to, co widzimy na zewnątrz, lecz to, co czujemy w środku. Kiedy wokół nie ma nikogo w świecie pełnym niczego, serce bije tylko z przyzwyczajenia, nie nienawidzi, nie kocha. Aż się ciśnie, aby zacytować Herberta George’a Wellsa – „W krainie ślepych jednooki jest królem”. Brzmi to cynicznie, ale tam, gdzie świat pełen jest deficytów, każda namiastka normalności wywyższa osobę lub sytuację czasami ponad miarę, przez co przypisywane jest jej nienależne znaczenie czy też pozycja.
Here Is The House – tu wszystko się wydarzyło. Nie szukaj adresu, bo nie znajdziesz go na mapach. To utopia. Każde słowo to niezapisany wiersz. Każdy oddech to linia życia, której nie da się wymazać. To czułe chwile delikatne jak letni podmuch wiatru. Oto dom, w którym ciało i dusza rozmawiają językiem, którego świat nigdy nie zrozumie.

Z kolei w It Doesn’t Matter Two powoli płynąca w tym utworze melodia wraz z kruchym i drżącym głosem Martina sprawia, że słuchacz uczestniczy w szeptanej i intymnej modlitwie, w której słychać akceptację ulotności chwili. Czułość jawi się jako kojący dotyk w środku zimnej nocy. Jest jak dłoń położona na ramieniu w ciemności i być może nie zmienia orbity planety, nie zatrzymuje czasu, a mimo to zmienia wszystko. I w końcu Martin śpiewa, że to nie ma znaczenia, próbując uciec przed uczuciem i oszukując samego siebie, bo przecież każdy z nas wmawiał sobie, że coś nie ma znaczenia, jednocześnie wiedząc, że to nie do końca prawda.
A Question Of Time to wyścig z czasem, bo świat to niebezpieczne i bezwzględne miejsce, a stawką jest niewinność kogoś, kto jeszcze nie wie, jak bardzo jest pożądany i zagrożony. 15 lat to jeszcze dziecko, choć pomału przestaje nim być i staje się celem, a czystość to tymczasowy stan, który musi być w końcu skonsumowany. W utworze tym jest dość dziwne pomieszanie troski i niepokoju, bo z jednej strony jest ochrona przed światem, który potrafi odebrać niewinność szybciej niż młodość zdąży ją zrozumieć, a z drugiej strony sam narrator nie jest bez winy i ten moment w całym utworze jest najbardziej zatrważający. Dlatego to tylko kwestia czasu, bo czas nie stoi po stronie niewinności, a świat nie czeka cierpliwie, aż ktoś dorośnie.
Natomiast co możesz zrobić, when she’s Dressed in Black? Nic, bo ta czerń to nie tylko kolor materiału. Kiedy ona się w nią ubiera, ta czerń pochłania Twoją wolę i Twój opór. Wiesz, że ta relacja Cię spala, a jednocześnie gasi Twój wewnętrzny ogień. Prowadzi Cię przez labirynt gier, w którym zasady zna tylko ona. Ona jest jak lustro, w którym widzisz swoje lęki i pragnienia. Ona jest uosobieniem przeznaczenia, które zawsze jest o krok przed Tobą.

Na albumie nie zabrakło również kontekstu mocno politycznego. Princess Di is wearing a New Dress – brzmi jak krzykliwy tytuł z brukowca, podczas gdy świat płonie i głoduje. Martin wylicza nieszczęścia tego świata, a w słuchaczu budzi się gniew i bezradność, bo zdaje sobie sprawę, że tragedie przegrywają z powierzchownością, że wszystkie ogromne cierpienia są niczym w porównaniu z lifestylowym blichtrem. Arcyważny i nadal aktualny utwór, który w swej szczerości pokazuje, jak łatwo estetyka wygrywa z etyką, jak łatwo potrafimy odwrócić wzrok od tego, co naprawdę ważne, o naszej ignorancji bolączek świata, na rzecz pudrowego blasku.
Jednocześnie jest to doskonały przepis na to, jak zmienić stan świadomości ludzi w sprawach uważanych za zasadnicze. Martin daje narzędzie; nie wnika, czy wykorzystamy je do dobrych czy do złych celów. Mówi tylko, że każda idea implementowana wprost na twardo będzie odrzucona, ale jeżeli wykażemy wystarczająco dużo wysiłku i pójdziemy dłuższą drogą, zamiast iść na skróty, to osiągniemy zamierzony cel. To może być chęć zmiany w nas, to może być potrzeba porwania mas, do których chcemy dotrzeć z muzyką i tekstami, czy jak to przedstawia tu podmiot liryczny zmianę tych, na których oddajemy swój głos w wyborach:
Nie możesz zmienić świata
Ale możesz zmienić fakty
A kiedy zmieniasz fakty
Zmieniasz punkty widzenia
Jeśli zmieniasz punkty widzenia
Możesz zmienić głos
A kiedy zmieniasz głos
Możesz zmienić świat
Oto nasze życie w dobie kosmicznej, jak możemy przeczytać na tylnej okładce, na jedynej planecie, jaką mamy…, póki co.
Lista utworów wydania brytyjskiego:
- Black Celebration,
- Fly On The Windscreen,
- A Question Of Lust,
- Sometimes,
- It Doesn’t Matter Two,
- A Question Of Time,
- Stripped,
- Here Is The House,
- World Full Of Nothing,
- Dressed In Black,
- New Dress
Dodatkowe utwory jakie znalazły się na rozszerzonych wersjach wydań amerykańskich lub jako strony B singli:
- Breathing In Fumes
- But Not Tonight
- Black Day

28 marca 2026 zmarł nasz synek Igorek, który tak jak i ja był fanem Depeche Mode. Niestety teraz nas czeka prawdziwe Black Celebration na cmentarzu. No i Dress in Black Again przez cały rok. Niech ten komentarz będzie ostrzeżeniem dla wszystkich was kochani, którzy macie dzieci. Igorek zmarł przez opieszałość, lenistwo i zaniedbanie dziecka w potrzebie przez lekarzy z oddziału pediatrii w szpitalu w Starogardzie Gdańskim. Kochani patrzcie lekarzom na ich brudne chciwe ręce, jeżeli Wasze dzieci trafią pod ich opiekę.