Są takie rozmowy, które oglądam i słucham nie ze względu na osoby, z którymi prowadzone są wywiady, ale przede wszystkim, dlatego, kto prowadzi te wywiady. Niewiele jest takich osobowości w świecie mediów. Ale są. Wywiad z depeche MODE przeprowadzony przez Zane Lowe, a właściwie Alexander Zane Reid Lowe nowozelandzkiego dziennikarza i dj’a radiowego. Jedynie 19-minutowy fragmentu został opublikowany w otwartym Internecie, na kanale YouTube serwisu muzycznego Apple Music. Natomiast cały wywiad został udostępniony dla subskrybentów ma prawie 60 minut.
Rozmowa dotyczy wielu aspektów depeche MODE i pewnie każdy z Was zwróci uwagę na inny aspekt. Widać, że jest prowadzona przez fana i osobę mocno zaangażowaną w temat muzyki zespołu. Poniżej wybrałem fragmenty, które zwróciły moją uwagę. Cały wywiad przerywany był licznymi salwami śmiechu każdego z Panów. Czuć było, że atmosfera jest przednia i cała trójka dobrze bawi się w swoim towarzystwie.
Dla obu Panów Speak & Spell to właściwie materiał stworzony przez inny zespół. Martin stwierdza, że debiut i A Broken Frame nie postrzega jako równoprawne albumy do kolejnych i dopiero Construction Time Again jest tym właściwym. Kiedyś postawiłem taką tezę, że depeche MODE miało tak naprawdę 4 debiuty: Speak & Spell, A Broken Frame, Construction Time Again i Ultra. Przy każdym z nich musieli tak na dobrą sprawę zaczynać na nowo. Na nowo się określać. Na nowo dawać się odkrywać, przyciągać nowych fanów.

W trakcie wywiadu pada bardzo ciekawa informacja. Otóż w czasie sesji nagraniowych powstało łącznie 16 utworów i wszystkie będą wydane. Jeden z utworów będzie również współpracą pomiędzy Davem i Martinem, podobnie jak Wagging Tongue. Nie wiadomo jednak w jakiej formie. Być może b-side’ów na singlach, a może reedycji płyty wzbogaconej o nowy materiał pod koniec roku. To też jest modny sposób podbijania sprzedaży płyty w statystykach. Martin podkreśla, że to jest dla nich mocno niespotykane. Ponieważ oni przeważnie nagrywają tyle materiału, ile ma zostać wydane i bardzo mało materiału jest kiszone. Ich skarbiec z niewydanymi kawałkami bardziej przypomina pendrive niż potężny dysk – jak się obaj wyrazili. Jeżeli coś zostaje, to jedynie nieskończone numery. Dziennikarz nie drążył dalej tematu.
Do tego warto dodać informacje, które pojawiają się w innych wywiadach, że jednym z tych pozostałych numerów jest kawałek skomponowany przez Martina i Richarda Butlera oraz cover Sundown z repertuaru Gordona Lightfoota, którego zagrali już w Londynie 2023.02.16, to tak na dobrą sprawę nie znamy detali ostatniego kawałka.
To stawia w trochę innym świetle przecieki, które mówiły, że płyta w wersji najbardziej rozbudowanej ma mieć właśnie 16 numerów. Być może początkowe plany były takie, aby wydać Memento Mori podobnie jak Delta Machine w wersji deluxe. Z jakiegoś powodu niektóre sklepy podawały taką informację. Potem zostało to zdemontowane, nie mniej pomysł na wydanie pozostałych kawałków pozostał. Artyści nie zdradzili, w jakiej formie usłyszymy kolejne numery.
Oczywiście przez sporą część wywiadu Panowie analizują numery z nowej płyty, ale również starocie, takie jak People Are People, czy ciągną łacha z tekstu Everything Counts. Sporo jest śmiechu na temat tematów, którymi Martin przez lata zajmował się w tekstach.
Zespół i dziennikarz wspominają kwestie koncertowe, zmianę percepcji o zespole z halowej kapeli na max 20,000 widzów, na stadionową machinę grającą dla 75,000 widzów trasa po trasie.
Dziennikarz używa bardzo ciekawego porównania – zestawia ze sobą Never Let Me Down Again z DEVOTIONAL TOUR i z TOUR of the UNIVERSE. Mówi – Dwa różne światy. Publika robi swoje, ale Ty Dave na pierwszym jesteś przewodnikiem stada, na drugim koncercie żyjącym bóstwem. Reakcja Dave’a jest ciekawa. Kryguje się. Mówi, że nie wie kiedy to się stało. A może, i tu moja myśl, to my go takim przez lata stworzyliśmy. Później Dave stwierdza, że obecnie dla niego ten numer to po prostu celebracja dobrego czasu (na koncercie). Songs are memories – I dalej snuje swoją opowieść o tym, jak znaczenie numerów zmienia się w czasie. Tu przeważnie pada w wywiadach przykład In Your Room, którego znaczenie przez lata ewoluowało od mrocznego, przez pokój w jego głowie, a obecnie numer ma bardzo pozytywne znaczenie. Z kolejnych słów wynika, że numeru tego możemy spodziewać się na trasie.
Wtedy padają jakże ważne słowa z ust Martina. Dave dowiaduje się od niego, że (w końcu) jest w zespole. Jest członkiem depeche MODE! Ta łamiąca wiadomość powinna być dziś w każdym medium na świecie i trendować podobnie jak informacja o tym, że wracają na koncerty do Australii po 29 latach. ?
Końcówka wywiadu w dużej mierze dotyczy Fletcha. W trakcie rozmowy jest lekki kwasik. Zane próbuje oddać hołd i uznanie obecnym, byłym i już nieobecnym członkom zespołu. W tym momencie Dave mocno daje do zrozumienia, że pomimo szacunku do Alana, to jednak Andy jest założycielem i wymienianie ich jednym tchem zgrzyta tu.
Dalej padają bardzo ciekawe słowa z ust Martina (częściowo jest to cytat z Dave’a), że Andy był pierwszym fanem depeche MODE i czerpał ogromną przyjemność z bycia w zespole dużo bardziej, niż Martin czy Dave. Dalej Martin przytacza pewną historię o barmanie w Santa Barbara, którego Martin odwiedzał regularnie odkąd przeprowadził się do Kalifornii. Pewnego razu Martin został zapytany przez niego co robi w życiu, skoro ma czas przychodzić do pubu codziennie o tak wczesnych porach. Martinowi zabrało miesiące wytłumaczenie kim jest i co robi. Kiedy w 2000 roku reszta zespołu przyjechała do Santa Barbara nagrywać Exciter, Andiemu wyjaśnienie kim jest, co robi i jak grają w detalach zajęło zaledwie kilka minut. Do tego był okrutnie dumny z siebie z powodu tego, co powiedział barmanowi.
Dla zespołu ta płyta i trasa będzie z kategorii „po raz pierwszy”. Tym razem dotyczy to występów bez Fletcha. Dave wspomina pierwszy występ bez Andrzeja w San Remo. Jakie to było dla nich dziwne i nienaturalne spotkanie. Inna sprawa, że potwierdza negatywne odczucia wielu fanów na temat tego, jak wielkim shitem był ten występ.
Martin na koniec zauważa, że oni jako zespół są obecnie na takim etapie życia, że mogliby już nigdy nic nie wydać. Wystarczyłoby im grać trasę za trasą, wykonując jedynie największe przeboje. Na co Zane zareagował komentarzem, że jest zapewne miejsce w Las Vegas, gdzie mogliby grać noc w noc jako rezydenci za dobre pieniądze. To była aluzja do takich artystów jak Elvis, Celine Dion czy to, co dzieje się obecnie z U2 w temacie ich kontraktu na występy w tym mieście. Na co Dave skomentował, że ma nadzieję, iż do tego nigdy nie dojdzie, a jeżeli już to zastąpią ich z pewnością hologramy na tych występach. Co ponownie spotkało się z ciętą ripostą dziennikarza, że żadna sztuczna inteligencja, żadne algorytmy nie będą umiał tak dobrze naśladować kocich ruchów Dave’a na scenie, jak on sam to robi.
Bardzo fajny fragment dotyczy koncertu w Los Angeles 2013.04.26. Dave przytacza historię, jako swój komentarz do słów Zane’a powyżej. W czasie tego koncertu zespół spał w tym samym hotelu, co Rolling Stones. Charlie Watts poprosił o możliwość zobaczenia występu depeche MODE w The Troubadour. Chłopaki wyciągnęli go na listę. Charlie pojawił się na koncercie i został do końca. Następnego dnia rano, kiedy cały zespół byczył się przy basenie, Charlie podszedł do ekipy i skomplementował występ zespołu. Po czym się zwrócił do Christiana i powiedział… Jestem tak, jak Ty – siedzę i patrzę na tyłek gościa, którym przez ostatnie 40 lat trzęsie na scenie.
Wywiad w wersji na YouTube.
